SZCZODRE GODY 0.1

wpis pochodzi z blogu Jakuba Gajdzińskiego:

ŚWIĘTO GODOWE

było szczególnym wydarzeniem w życiu dawnych Słowian. Swaróg (słońce), pokonuje ciemność i odzyskuje panowanie nad światem, przynosząc tym samym radość, nadzieję i optymizm. Jak wyglądały obchody? Co spożywali nasi przodkowie podczas tego święta? Jakie tradycje przetrwały do dziś? Szczodre Gody przypadają na moment zimowego przesilenia, a same obchody mogły trwać nawet kilka dni. W tym czasie odprawiano wróżby, aby dowiedzieć się jaki los bogowie ześlą w przyszłym roku. Był to również czas poświęcony przodkom, dla których organizowano rytualne „obiaty” i palono ogniska. Jak wyglądały potrawy Godowe informuje Paweł Lis z Grodziska Żmijowiska: Stwierdzić można, że były one częstym i bardzo ważnym elementem obrzędowości zarówno domowej jak i tzw. solennej (publicznej). Wspólna uczta tzw. „pir” towarzyszyła m.in. rytuałowi składania ofiar bóstwom. Wśród spożywanych wówczas potraw ważną rolę odgrywało mięso, a także ser i pieczywo. Chleb i specjalnie przygotowywany na takie okazje kołacz lub pieczywo figuralne np. w kształcie mostów lub studni. Wśród trunków na obrzędowych stołach dominował sycony miód. Wiele ze zwyczajów, które były częścią tego święta przetrwało do dziś. Zapewne wiele z rytuałów dawnych Słowian wciąż praktykujemy. Nasi przodkowie podczas Święta Godowego stawiali w izbie snop żyta zwany Diduchem. Dekorowano go suszonymi owocami oraz orzechami, a po Święcie przechowywano, aż do wiosny. Z nasion Diducha dokonywano pierwszego obsiewu. W południowej Polsce dekorowano gałąź jodły, świerku lub sosny, wieszano pod sufitem nad drzwiami. Nazywano to podłaźniczką. Podczas przygotowywania stołu chowano siano pod jego nakryciem lub po prostu nakrywano samym sianem. Wszystkie te rytuały były związane z płodnością i miały zapewnić dobre plony w przyszłym roku. Chodzenie przez grupę ludzi od domu do domu oraz śpiewanie Godowych pieśni, zwane dziś kolędowaniem, również pochodzi z okresu pogańskiego. Noszono przy tym wyobrażenia maszkar, którymi straszono widzów. To również miało służyć przyszłorocznemu urodzajowi. Najstraszniejsza maszkara, turoń (włochate bydle z rogami, czarne i posiadające ogromne zębiska), tańczyło i płatało figle oraz straszyło kobiety oraz dzieci. W końcu turoń padał i wszyscy rzucali się, aby go ocucić. Jednym ze sposobów obudzenia turonia było polanie mu do pyska gorzałki. Maszkara ożywała, a wszyscy cieszyli się, że wraz z nią ożyją pola i lasy. O tym co spożywali dawni Słowianie informują nas źródła archeobotaniczne i archeozologiczne. Wiemy, że kuchnia naszych przodków opierała się głównie na daniach przygotowywanych z roślin, jako, że w większości byli oni rolnikami. Dominowały różnego rodzaju polewki i bryje, być może jedynie z dodatkiem mięsa. Dziczyzna, wbrew pozorom, nie stanowiła podstawy pogańskiej kuchni słowiańskiej. Owszem polowano, ale jak pokazują źródła, raczej po to by uzupełnić zasoby. Dawni Słowianie hodowali dużą ilość ziół: chrzan, czosnek, rdest, gorczycznik, miętę, jagody jałowca, lebiodkę, kminek, czarnuszkę, kolendrę i gorczycę. Jaki piszą Hanna i Paweł Lisowie: Z badań etnologicznych wnioskować można, że w jadłospisie codziennym mogły dominować różnego rodzaju polewki (odpowiedniki dzisiejszych zup). Bryje i kluski – zróżnicowane co do gęstości potrawy w typie puddingu na bazie mąki i kaszy oraz same kasze pod różną postacią. Gotowano również żury (polewki na zakwasie z mąki żytniej). Mięso pojawiało się jako składnik tych potraw: suszone czy tłuszczowa okrasa oraz w postaci gotowanej, pieczonej lub wędzonej. Dawni Słowianie mieli również swoje „słodycze”. Były to suszone owoce takie jak jabłka, gruszki, śliwy czy jarzębina. Dzięki temu udawało się dostarczyć organizmowi niezbędnych cukrów. Na przednówku zjadano także kasztany oraz inne dary lasu, w tym korę. Co jedli nasi przodkowie podczas świąt? Przede wszystkim należy dokonać podziału słowiańskich rytuałów na domowe i solenne, czyli publiczne. Warto wspomnieć, że domowe były odprawiane w kręgu rodzinnym i wiązały się z kultem bóstwa domowego. Kult domowy opierał się najstarszej na świecie zasadzie: coś za coś. Jeśli wydarzyło się coś szczęśliwego, domowemu bóstwu składano ofiarę z pożywienia. Najstarsza gospodyni musiała zabić czarną kurę w pobliżu znajdującego się w domu paleniska. Krew ptaka musiała spłynąć do dołka przy palenisku, a kawałki zwierzęcia, wraz z chlebem i miodem, zanoszono na poddasze domu. Taka ofiara nazywała się stopaanova gozba (gozva – jadło). Jednym z wielu bóstw domowych były bełty. Złośliwe stworzenia, napadały na mężczyzn, upijały, gubiły im drogę do domu, czasami zaganiały do łoża sąsiadki lub wrzucały w krzaki i usypiały na całą noc. Aby je obłaskawić należało przygotować miskę strawy i zostawić ją w kącie domostwa. Bełt, często pod postacią kota, przychodził i spożywał ofiarę. Jeśli tak się stało można było bezpiecznie udać się na spotkanie ze znajomymi, nie powinno być problemów z powrotem do domu. Drugim rodzajem potraw kultowych były te związane z publicznymi obchodami, którym towarzyszyła również odpowiednia liturgia. Dawni Słowianie najczęściej składali w ofierze jagnię lub woła, jak potwierdza Prokop z Cezarei. Bogów obdarowywano również nabiałem, miodem, rybami lub ciastami w kształcie przypominającymi mosty, studnie lub inne budowle. Nasi przodkowie mieli bardzo praktyczne podejście do rzeczywistości. Większość ofiar zjadano od razu, jeszcze w trakcie trwania obrzędu. Z wykopalisk wiemy, że w Nowogrodzie podczas ofiary zjedzono tura lub byka. Saxo Grammaticus po swoim pobycie w Arkonie stwierdził, że był uczestnikiem „uroczystych uczt pod pozorem kultu”. Ta tradycja przetrwała okres pogański i później była znana jako „Boże obiaty”. Jakie produkty i potrawy najczęściej pojawiały się na świątecznych stołach naszych przodków? Słowiańskie rarytasy: Pierwszym z produktów, który pojawiał się na stołach naszych przodków, jest z pewnością kołacz. Jest to rodzaj obrzędowego pieczywa, podawanego podczas wielu świąt i ważnych wydarzeń w życiu człowieka, jak choćby swaćby (słowiańskiego wesela). Kołacz wypiekano go z mąki pszennej lub żytniej, a jego nazwa pochodzi prawdopodobnie od kolistego kształtu pieczywa. Odkryte przez badaczy figury i posągi słowiańskich bogów świadczą o tym jak ważne było pożywienie w obrzędach kultowych naszych przodków. Dla przykładu: posąg z Powiercia pod Kołem trzyma w rękach kulisty przedmiot, który interpretuje się właśnie jako kołacz. Aleksander Gieysztor widzi w tzw. „kamiennych babach”, wyobrażeniach opiekuńczych bóstw z kręgu perunowego, kobiety trzymające w rękach kołacze. Saxo Grammaticus z kolei tak opisuje kołacz podczas praktyk religijnych w Arkonie na wyspie Rugii, gdzie znajdowała się świątynia Świętowita: Przynoszono także w ofierze kołacz, przyprawiony miodem, okrągłego kształtu a takiej wielkości, że dorównywał prawie wysokości człowieka. Stawiając go pomiędzy sobą a ludem, zwykł się pytać kapłan czy Rugianie go widzą. Gdy ci odpowiadali, że go widzą, wypowiadał życzenie, aby za rok nie mogli go zobaczyć. Tym życzeniem obejmował on nie tylko swoją lub ludu przyszłość, lecz pomyślny urodzaj w przyszłości w ogóle. Jeśli mowa o dawnych Słowianiach nie można zapomnieć o miodzie pitnym. Nasi przodkowie, jak to się potocznie mówi, za kołnierz nie wylewali. Świadectwo Ibn Jakuba z Rusi mówi np. o tym, że podczas śwaćby Słowianie pili miód z wiader. Sycony miód był święty. Używano go podczas uroczystości i świąt, zapewne również podczas Szczodrych Godów. Przypisywano mu, całkiem słusznie, właściwości lecznicze. Często składano z niego ofiarę bogom, a w Arkonie przepowiadano przyszłość sprawdzając zawartość rogu Swiętowita, w którym znajdował się właśnie miód. Priskos z Panionu tak pisał o miodzie: Dostarczono nam… zamiast wina czegoś, co tam na miejscu nazywa się medos. Językoznawcy twierdzą, że poza słowem „strawa”, miód to najstarszy słowiański wyraz zachowany na piśmie. Św. Otton twierdził, że Polanie nie dbali o wino, mając w piwie i miodzie tak wyborne napoje. Gall Anonim opsiując Polskę nazywał ją krainą obfitującą w miód, gdzie las miodopłynny… Miód, podobnie jak kołacz, przetrwał okres pogański i pozostał w naszej tradycji do dziś.

Dodaj komentarz